12 sierpnia 2010r. o godz. 8.00 przy wejściu do stacji metra Kabaty, rozpoczęła się zbiórka kształceniowa kursu podharcmistrzowskiego Jakobstaf. Po lekkim spóźnieniu komendanta zbiórki – Orła, rozpoczęliśmy naszą rowerową wędrówkę. Wszyscy wyekwipowani w rowery i sakwy, ruszyliśmy w drogę. Tego dnia mieliśmy zamiar dotrzeć do Tomczyc nad Pilicą.
Pierwszym, niestety przymusowym przystankiem była leśna polana w pobliżu Zalesia Górnego . Przymusowym, gdyż Gekon złapał gumę.
Po szybkiej interwencji i wymianie dętki ruszyliśmy dalej w drogę do Zalesia, gdzie mieliśmy okazję zjeść drugie śniadanie/obiad u Konusa. Przed posiłkiem odbyły się zajęcia prowadzone przez Karola nt. teorii kształcenia dorosłych. Podczas zajęć była okazja również do praktycznego sprawdzenia swoich umiejętności planowania 'kształcenia'.
Po pysznym posiłku – jak się okazało, typowym dla kolarzy (makaron ponoć wolniej ulega procesom trawiennym w żołądku – tym samym kolarz nie łaknie pokarmu tak szybko i może się skupić na łykaniu kolejnych kilometrów) dosiedliśmy naszych jednośladów i pozostawiliśmy Zalesie gdzieś za plecami.
Nie oglądając się za siebie, ruszaliśmy dalej na południe, od czasu do czasu zatrzymując się uzupełniając braki płynów (głównie płynu o wdzięcznej nazwie wymawianej przez "K", a pisanej przez "C"). Podziwialiśmy otaczające nas krajobrazy, gawędząc po drodze i dziękując w głębi serca za piękną pogodę, która tego dnia dopisywała.
Po drodze mieliśmy również okazję rozpocząć przygotowania do naszego głównego zadania zbiórki, którego realizacji mieliśmy się podjąć na obozie kursu Agricola. Gdy słońce chyliło się ku zachodowi, mając za sobą drogi asfaltowe, gruntowe, szutrowe i piaszczyste dotarliśmy do Tomczyc nad Pilicą, gdzie w progu pięknego, drewnianego domu przywitał nas Burak.
Nie długo trzeba było nas namawiać, zarówno kursantów jak i kadrę do zażycia, jakże wskazanej kąpieli w Pilicy. Orzeźwiający wpływ rzeki był przez nas tym bardziej doceniony po dniu pełnym kurzu, pyłu i potu, choć walka z wartkim prądem była nierówna..
Po obiadokolacji i omówieniu pierwszych efektów naszej wytężonej pracy umysłowej związanej z naszym głównym zadaniem, zasiedliśmy przy ognisku. Rozmawialiśmy o stopniach instruktorskich.
Następnego dnia, wczesnym rankiem pożegnaliśmy się z Burakiem i udaliśmy się w dalszą drogę na południe. Tego dnia chcieliśmy dotrzeć nad Zalew Sulejowski. Mieliśmy okazję mijać po drodze wspaniałe sady owocowe. Pogoda była wyśmienita. Jadąc pełni energii, dokonywaliśmy ostatnich poprawek do naszych autorskich projektów, które mieliśmy wykorzystać następnego dnia na kursie metodycznym Agricola.
Po drodze udało nam się zwiedzić miasteczko Inowłodz a w nim ruiny zamku i świetnie zachowany kościół romański wybudowany przez Kazimierza Wielkiego, który "zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną".
Mijając zaporę Zalewu Sulejowskiego udaliśmy się na zasłużony posiłek, do znanego w okolicy baru serwującego wyśmienite naleśniki. Po długim kolacjowaniu ruszyliśmy nad Zalew. Droga była dość przyjemna, gdyż było wiele, stromych zjazdów, dzięki którym prędkość naszych jednośladów bez większego wysiłku osiągała zawrotne wartości.
Gdy słońce odbijało swoje ostatnie promienie w tafli Sulejowskiego zbiornika, dotarliśmy do miejsca, w którym postanowiliśmy zorganizować tymczasową bazę wypadową do zleconej nam akcji podchodowej.
Po umyciu się i przebraniu, gdy ciemność spowiła okolicę, udaliśmy się na 'zwiad'. Bez większego problemu weszliśmy na teren obozu notując w pamięci położenie strategicznych punktów, takich jak kuchnia i magazyn (a w szczególności magazyn).
Gdy wskazówki zegara spotkały się razem na punkcie oznaczonym na cyferblacie cyfrą 12, udaliśmy się na podchody.
Okazało się, że niestety tej nocy, nie tylko my mieliśmy zamiar urozmaicić wartownikom swoją służbę. Dlatego cała akcja nieco się przedłużyła. Po brawurowej akcji Przemka, który niczym ninja, przedostał się przez pilnie strzeżony teren do magazynu i zabraniu garnka pełnego herbaty oraz narobieniu zleconego hałasu, który miał uruchomić ćwiczoną przez agrikursantów obronę obozu, powróciliśmy do bazy. Spakowaliśmy się, i już zupełnie jawnie, udaliśmy się do obozu Agricoli. Po chwili, już większość z nas leżała w świetlicy starając się zasnąć.
Niestety próby zaśnięcia przez wielu z nas były bardzo nieudolne i jeśli nawet komuś udało się na chwilę stracić kontakt z jawą, brzęk chmary komarów nad głową szybko przywracał go do przytomności. Tej nocy wszyscy uczestnicy kursu Jakobstaf mieli tylko jeden dylemat.. przykryć się szczelnie i spocić niemiłosiernie, czy odkryć się i narazić na plagę insektów.
Rankiem, po powitaniu dnia, rozgrzewce i klarze, niektórzy z nas udali się na apel i śniadanie. Część kursantow wprowadzała w życie plany, związane z zadaniem głównym.
Niedługo później realizowaliśmy swoje projekty.
Później, po obiedzie odbyły się bardzo emocjonujące zajęcia, w których wcielaliśmy się w różne role na komisji stopni instruktorskich.
Po kolacji odbyła się msza, a po niej ognisko, które było swego rodzaju podsumowaniem naszych kursowych zmagań.
Następnego dnia, po spakowaniu się i zakończeniu wszystkich rozpoczętych prac, udaliśmy się w ostatni etap rowerowej zbiórki Jakobstaf. Etap najkrótszy, gdyż kilkunastokilometrowy – do Tomaszowa Mazowieckiego. Niestety, nie udało nam się zdążyć na pociąg, ale nie ma tego złego, co na dobre by nie wyszło. Dzięki temu mieliśmy okazję zjeść wspólnie posiłek w barze o jakże wymownej nazwie "Żółty Bambus".
Po obiedzie, wsiedliśmy do pociągów jadących w zupełnie różnych kierunkach i udaliśmy się do domów.
Zbiórka się zakończyła. Pełni wrażeń, przemyśleń i przygód zapakowanych, tym razem nie do plecaków, a do rowerowych sakw udaliśmy się do domów, snując przypuszczenia, co ciekawego będzie nas czekać na następnej zbiórce…
Michał Wesołowski – Junior
Co to jest Jakobstaf?
Jakbostaf to kurs podharmistrzowski Mazowieckiej Chorągwi Harcerzy otwarty na kandydatów z całego kraju. W istocie kurs jest ustawicznym programem kształcenia. Składa się z 5 zbiórek o jednorodnej tematyce (idea, metoda, program, organizacja, kształcenie), organizowanych w ciągu roku w warunkach polowych; w górach, na morzu, nad jeziorem, na rzece. Każda zbiórka jest zamkniętą całością. By przejść cały program kursu i stanąć do zadania końcowego wystarczy odbyć komplet zbiórek. Nie trzeba tego jednak dokonać w ciągu jednego roku. Program kursu nastawiony jest na mistrzostwo w obszarze umiejętności realizowania zadań wychowawczych, a w szczególności – rozumienia idei harcerskiej, znajomości i umiejętności stosowania metody wychowawczej, umiejętności konstruowania programów, zasad funkcjonowania organizacji oraz umiejętności organizowania kształcenia. Na kursie praktycznie nie ma zajęć wykładowych. Szkoda na to czasu. Wiedzę merytoryczną zdobywa się z lektur. Zajęcia mają charakter warsztatów i konwersatoriów podczas których trzeba umieć tę wiedzę zastosować w połączeniu z własnym doświadczeniem instruktorskim. W trakcie zajęć dochodzi również do konfrontacji z wiedzą i doświadczeniem innych uczestników kursu w tym kadry, dzięki temu można uzyskać bardzo pogłębiony pogląd na omawiane zagadnienia z jednoczesnym spojrzeniem charakteryzującym się szeroką perspektywą.
Więcej o kursie (tam również automatyczny system zgłoszeniowy)
Kronika kursu i relacje z odbytych zbiórek
Galeria zdjęć
ZAPRASZAMY!!!




