Jakobstaf w Tatrach – relacja mocno nietypowa

ZHR29 października 201024min
DRUH METODEUS czyli OSTATNIA (W TYM ROKU) ZBIORKA JAKOBSTAFU NA PODHALU HISTORIA HARCERSKA z roku 2010 WE DWUNASTU XIĘGACH WIERSZEM Xięga I - Inwokacja

DRUH METODEUS
czyli
OSTATNIA (W TYM ROKU) ZBIORKA JAKOBSTAFU NA PODHALU
HISTORIA HARCERSKA
z roku 2010
WE DWUNASTU XIĘGACH
WIERSZEM

Xięga I – Inwokacja

O! Jakobstafie! Tyś w swym rodzaju jedyny!
Ty, co uczysz, że ważne są jedynie czyny,
Harcerski drogowskazie, dziś Cię wyżej cenię,
Niźli po długim marszu wyborne jedzenie.
Święty Antoni z Padwy, z brzeskiego kościoła,
Pomóż mi znaleźć wenę, dziś do Ciebie wołam,
Gdy do dzieła ważkiego tak wielce się biorę,
Nie opuść mnie, by mogła relacja wstać w porę.
Tymczasem przenoś moją duszę utęsknioną,
Tam, gdzie skalistą wonią granie górskie wioną,
Do tych "pagórków" leśnych, do tych hal zielonych,
Głęboko pod błękitnym niebem rozciągnionych;
Do tych skał malowanych mchami, epilitem,
Do góralskich chałupek krytych eternitem.
Gdzie leży bursztynowy śmietek po Prince Polo,
Wyrzucon przez turystkę w klapkach. Z Coca-colą.
Pozwól! O! Wzbić mi się wzwyż ponad ludzi,
Bym tak wysoko wzleciał, bym nie chciał z nich szydzić.
I spraw w końcu bym wciąż bzdur "entre nous"  nie ględził,
Bym tylko sprawy Kursu w dymie rymów wędził.

 

 

Xięga II – Piątkowy wyjazd

Przysłowie stare polskie mówi, że kto rano
Wstaje ten się…. nie wyśpi. Rozumie się samo
Przez się, że nie zbyt świeży, ale za to całkiem 
Wcześnie przestaliśmy śnić o śnie, i wraz, autem
(a w zasadzie w trzech autach, bo sporo nas było)
Ruszylim na południe, kiedy ledwie dniło.
I tu wtrącić coś muszę, bo nie byłbym sobą:
Takim jak ja, na przykład, z wsi małej osobom
Żyje się trudniej niż ot, jakimś tam miastowym,
Bo zawżdy tym na zbiórkę bliżej, niźli owym.
Lecz dzień ten był dla mnie nad wyraz dobrotliwy,
I spałem dość długo, bo kurs ma skład oliwy
(i innego jedzenia), niedaleczko mego
Domu, ale nie trzeba nam roztrząsać tego.
Dość, że jechaliśmy od chaty Marabuta,
Choć on już był w Tatrach i chodził bez buta,
Albo i z butem, ale co to za różnica,
Skoro nie wie, że jazdy naszej tajemnica
Leży w tym, że zatarli my mu (prawie) silnik,
Bo, że trza olej dolać, nie powiedział nam nikt.
Nieistotne są różne drożne perturbacje,
Dość, że choć nikt nie wierzył Szwejkowi , miał rację
Podczas, gdy mówił: "obiad zjemy o czternastej!"
A szkopuł tkwi w tym, że nie w Maku ni w innym Kej
Ef Si, a dopiero na Głodówce i ni krzty
Kawałka drogi wcześniej, czekał obiad pyszny.
Po chłodniku szły raki, kurczęta, szparagi,
W towarzystwie kielichów Węgrzyna, Malagi,
Alkoholu nie było nic, w ogóle, wprawdzie,
Piliśmy za to kompot, zrobion w kuchni gaździej.
Powstrzymaliśmy się też od grzechu rozpusty,
Był schabowy z grulami, surówka z kapusty.
Ale raz, że to cytat, więc trochę przestępstwo,
A dwa, że się powinno  toczyć ksiąg następstwo.

Xięga III – Głodówka

Jest taka panorama Tatr, której nie mają
W Zakopanem, ni nawet Słowacy nie znają:
Rysy, Świnica, Gierlach, a na pierwszym planie
Góruje, królewski jak król, Hawrań z Muraniem.
Tak to tytułem wstępu dopowiem dwa słówka,
By każdy wiedział czym jest schronisko "Głodówka".
Budynek powstał dawno, bo w latach trzydziestych,
Za sprawą specjalistów od dachów spadziestych,
Oraz architektury górskiej w całokształcie,
Którzy sobie radzili na wystawnym raucie,
Poświęconym w całości panu Karolowi
Stryjeńskiemu (jeżeli wama coś to mówi,
To dobrze, a jeśli nie to nie ma tragedii –
Możecie to nazwisko sprawdzić w Wikipedii).
Ustalili ci różni mądrzy doktorowie,
Że pamięć uczcić w czynie zacniej niźli w mowie.
I tak Tow.Przyj.AeSPe z Krakowa od rana,
Stawiało górską bazę ku czci tego pana.
Budowa biegła sprawnie, bez większych kłopotów,
Póki nie trzeba było za płot rzucić pierwszych kotów,
Bo chyba brakowało zarządcy jestestwa,
Skoro je przekazano na ręce harcerstwa
(A przewodził związkowi wtedy wojewoda,
Rozdział od polityki, to późniejsza moda).
W trzydziestym ósmym roku, Bóg chciał, dom się spalił,
Że tylko się swąd rozniósł po tatrzańskiej hali.
Siedemnaście miesięcy zajęła budowa,
Już nie drewnianej chaty i całkiem od nowa.
Pierwszego września miało odbyć się otwarcie,
Na przeszkodzie stanęło niemieckie natarcie.
Tak w niwecz obrócono polskich druhów plany,
A budynek ironią losu był administrowany
Przez oficyjerów wojsk okupantów naszych,
Dzięki czemu ocalał, ruiną nie straszy.
ZetHaPe i ZetEmPe Głodówką władało,
A schronisko niezmiennie jak trwało, tak trwało.
Rok dwa tysiące piąty to rok odrodzenia,
Bo w wyniku przetargu przyszły odnowienia.
Teraz za sprawą pewnej harcerskiej fundacji,
Obiekt gości gości nie tylko w czas wakacji.

Xięga IV – Dyplomacja

Praktyka (czasem zwana zwyczajem) mówiła,
Że w Palenicy zbiórka kursu zawsze była,
Czasem nieco po zmierzchu, czasem już o szóstej,
Po raz pierwszy nie było dzisiaj kasy pustej.
Przeciwnie. W kasie stała bardzo miła pani,
I "Jak wytłumaczycie biletów brak?!" gani.
W końcu Szwejk wytargował urokiem swoistym,
Że on jest emerytem, a co idzie wraz z tym,
Chce ulgowych biletów około piętnaście,
Bo faktycznie było nas między kilkanaście.
To był pierwszy pożytek z polskiej biurokracji,
(Więcej z niej pożytków dla naszej nie ma nacji)
Żeśmy po tym wiedzieli, ilu nas jest w grupie,
Co trzeba wiedzieć w górach, choć to brzmi jak głupie…

Xięga V – Wejście

Kto odbył tę pielgrzymkę choć raz, ten wie, co to
Znaczy Morskiego Oka "szczyt" zdobyć piechotą.
Zarówno z tego, jak i z faktu, że sprzedają
Piwo tam w schronisku, gdzie siedzi góral z fają,
(Z nim zrobiona wychodzi całkiem tanio fotka),
Wynika długi sznur ludzi, jak z wełny motka.
Na szczęście ludzie mają już takie przywary,
Że trzecia para idzie, gdzie poszły dwie pary,
Ponieważ pierwsza para przeszła wodogrzmoty,
(Tu ukłony dla mistrza, bo to jego motyw)
Główna wataha ludzi ciągnie w Morskie Oki,
My inaczej – zbaczamy w dolinę Roztoki.
Tu, ponieważ nie odda słowo piękna Góry,
Powiem tylko, że były generalnie chmury.
Więc, gdy zza takiej chmury schronisko w Dolinie
Pięciu Stawów ujrzałem, wszedłbym tam po linie.
A lina jest (kto nie był ten nie wie) stalowa,
Od tej kolejki – dźwigu, która choć nie nowa
Ponoć służy – jak mówią – i wwozi w dolinę,
Acz chyba tylko tę, na której wisi, linę.
Bo człowiek wspiąć się musi (wszak cel taki  ludzki,
By wspiąć się jak najwyżej i odpocząć w kucki).
Z resztą ciekawa sprawa, pniesz się, aż dzień minie,
Patrzysz wokół, znów jesteś w jakowejś dolinie.
I z nami też tak było, gdyśmy razem z mrokiem
Doszli chaty Stachowej, wykol choć co okiem! 

 

Xięga VI – Zajęcia sobotnie

Cóż tu powiem? Mam czego strzępić sobie język?
(W zasadzie klawiaturę, nie pióro ni język).
Po prawdzie to wypada, bo "zajęcia" – nazwa
Przywodzi na myśl nudę, a tam żeśmy nie zwa-
-lniali – jak u Hitchcock'a – wpierw trzęsienie ziemi,
A później wykłady, aż się zrobi źle mi.
Ale na chwilę wróćmy ciut wstecz, do początku,
(Takie powroty to klucz, by nie zgubić wątku)
A początkiem jak wiemy – choć wbrew definicji –
Jest śniadanie.
Czy zgodnie, czy wbrew mych ambicji,
Zapomniałem posolić i za późno herbatę
Podałem, za co Olo chciał mnie strzepać batem.
Po pierwszym dnia posiłku, by nam metodycznie
Wykład urozmaicić jakoś nie statycznie,
Porozmawiać poszliśmy, w górę gdzieś na halę,
Po drodze wśród kosówki nie raz się wywalę.
Zmarzliśmy przy tym strasznie, więc ktoś rzucił pomysł,
By przejść się do schroniska, a pomysł ten nie prysł.

 

Xięga VII – Szarlotka

Szarlotkę w piecu grzano; w słowach ująć trudno
Szarlotki smak przedziwny, kolor i woń cudną.
Słów tylko brzęk usłyszy i porządek,
Ale treści ich miejski nie pojmie żołądek.
Tu chadzając po górach, Tetmajer wraz z Rydlem
Posilali się takim pysznym Apfelstrüdlem.
Jedlim, choć potem były budżetowe cięcia,
Na razie się zaczęły przepyszne zajęcia.
Szwejku zagaił: Śmiałbym upraszać młodzieży,
Ażeby po staremu mówić u wieczerzy,
Nie milczeć i żuć: czy my ojce kapucyni?
Kto milczy między druhy, to właśnie tak czyni,
Jako myśliwiec, który nabój rdzawi w strzelbie.
Dlatego ja rozmowność naszych przodków wielbię.
I tak się począł toczyć wykład pierwszej damy
Naszej, która wzmacniała w nas grzeczności ramy,
Bo uprzejmość wśród mężczyzn, po to tylko kwitnie,
By krwawymi nie były o kobiety kłótnie.
Mężnie ona znosiła nasze męskie brednie,
Nawet niektóre żarty, rzucone niewbrednie.
Lecz ad rem –  specjalistką jest od psychologii,
Wciśnięta przez nią wiedza, wyszła nam przez nogi.
Za to nam otworzyła umysłów podwoje,
Na myślenie nie stare i pomysły swoje.
Należała się przerwa umysłom tak świeżym,
Więc po świeżym powietrzu do chatki swej bieżym.

Xięga VIII – Scenki

Pradawną formą zajęć (wszak z metodą zgodna),
Jest odegranie scenki (choć dziś mało modna).
Inscenizowaliśmy, było całkiem miło,
Choć nie pamiętam dobrze, o co tam chodziło.
Pamiętam tylko tyle, że grałem idiotę,
A w analizie sztuki, też robionej potem,
Wyszło, że każdy zagrał o się prawdę nagą,
Więc ja to sobie w nocy rozbieram z uwagą.
Scenek nam też nie brakło z życia prozaicznych,
Nudnych, smętnych i szarych, codziennych, cyklicznych.
Zapomniałem, na przykład, w tej relacji pędzie,
Cokolwiek choćby wspomnieć o naszym obiedzie.
W sumie całkiem zabawne jest to zagadnienie,
Bo choć nie ma takiego, który co dzień nie je
Tego dania ważnego, to wciąż się gdzieś zdarza,
Że relacja pomija – z winy kronikarza –
Szczegóły kulinarne, co znacznie zuboży
Opis zdarzeń podanych i cały świat boży.

Xięga IX – Jedzenie

Z wersów ostatnich xięgi poprzedniej wychodzi,
Że jedzeniu szczególną wagę dać się godzi.
Co do jedzenia w górach, w czasie obserwacji
Mych, stwierdziłem zjawisko tak zwanej deflacji.
Cena szamy, zależy od tymczasowego
Położenia obiektu obserwowanego.
Trzeba Wam wiedzieć górscy turyści i basta,
Że kto jedzenie w górach ma, ten jest Yo Masta.
Nie trudno wywnioskować po krótkim wywodzie,
Że doświadczona grupa przy każdej pogodzie,
Wnosi swoje zapasy, jakby juczne osły,
Wyżej, niźli najrzadsze kępki trawy rosły.
Tako i my mielonki i inne konserwy
Wnosiliśmy by ćwiczyć nasze wątłe… nerwy.
Mieliśmy także targać wydzielone racje,
Po cztery kromki chleba, pasztet na kolację.
Jednak wszystko to było zakupione mądrze,
By jak najmniej mieć śmieci do schowania w kołdrze.
Do wiedzy o tej całej aprowizacyji,
Trzeba wspomnieć o wodzie, w którejśmy się myli.
Poliszynela bowiem, tajemnicą było,
Że tę samą wodę, nie inną też się piło.
A woda, musisz wiedzieć, z najlepszej krynicy,
Nie znajdziesz czystszej, panie, w całej okolicy.
Nic innego w niej nie ma od tlenku wodoru,
Pozbawiona najlżejszej woni i odoru,
Bezsmakowa, bezbarwna, jakby całkiem nowa,
A przez to dla żołądka cholernie nie zdrowa.
Bo tak skonstruowany jest organizm ludzki,
Że lubi co nieczyste, czystą tylko Ruski.
Co byśmy od tej wody nie pochorowali,
W każdy litr łyżkę soli, żeśmy wsypywali,
A komu się wydaje, ten proceder brzydkim,
Niech więcej już nie czyta, zwiewa krokiem szybkim.

 

Xięga X – Druh Boruch

Od jakiegoś menela każdy harcerz słuchał,
Dowcip, że brakowało jakiegoś tam druha.
A był ongiś w Warszawskim znanym środowisku,
Zastępowy o śmiesznym niezmiernie nazwisku,
Ponieważ tytularyzm był częścią ich duchu,
Wszyscy jego wołali per druhu Boruchu
Harcerz ten umarł młodo i osamotniony,
Bo przez te wszystkie żarty nie mógł znaleźć żony.
Nie wiem nawet gdzie leżą jego białe kości,
Ale wiem, że nie zaznał w życiu przyjemności,
Wbrew famie (tak to ludzie niszczą cudzą godność,
Kierowani zawiścią, a czasem przez podłość!).
Jednak druha Borucha duch uchem nasłucha,
Gdy kto dowcip opowie z końcówką na "ucha".
Nie powiodły się próby, by zmienić treść żartu,
Choć "Kozeruch" miał szansę, zabrakło ciut fartu.
I tym, którym nocować się wyobraziło,
Wśród krzy kosodrzewiny i widziało miło,
O północy duch jakiś obskubywał lice,
Choć jak twierdzą niektórzy, nie duch, lecz kozice
To były, co wynika z prawdopodobieństwa,
Choć ja duchów widziałem więcej od dziecięctwa
Niźli kozic prawdziwych w ciągu mego życia,
Lecz nie ma to w poważnych badaniach pokrycia.

 

Xięga XI – Morskie Oko

Szpiglasowa to górka, już na przejście niezłe,
Więc jak ustaliliśmy, to tam prawie lezłem,
Lecz stwierdzono warunki trudne, wręcz zimowe,
Oblodzone łańcuchy, aż nam wzięło mowę.
Więc chwilowo zapadła zastępcza decyzja,
Że pójdziem przez Świstówkę – taka była wizja.
Realizowaliśmy ją niebieskim szlokiem,
Który fajniejsze góry mija jakoś bokiem.
Pędziliśmy wskroś żlebów, do Morskiego Oka,
Dyskutując zawzięcie na Wolarnii stokach.
A w schronisku zabłysnął Radosław Kucharczyk,
Postawił po oscypku – dla każdego starczy.
Pozostał nam ostatni, do przejścia, odcinek,
Po asfaltowej drodze – z bułką z masłem kminek.
Przez konie obfajdanym, góralskim chodnikiem,
Waliły tłumy ludzi, nie gadając z nikiem.
Z Palenicy, gdzie góral z busem nas wystawił
Do wiatru, bo by nas wziąć się wcale nie stawił,
Dlatego nas zabrała ekipa specjalna –
Z Głodówki delegacja w pełni oficjalna.

 

Xięga XII – Msza święta i powrót

Na Głodówce, wbrew nazwie, zjedliśmy do woli,
I zbierać się do domu jęliśmy powoli.
W Brzegach jest kościół mały, drewniany i zgrabny,
Któremu patronuje Święty Antek z Padwy.
Tam uczestniczyliśmy we świętej ofierze.
Ja to sobie tak zawsze w swym sumieniu mierzę,
Że łatwiej jest mi w Boga wierzyć będąc w górach,
Niźli byłbym w świątyni którejkolwiek murach,
Bo tam czuję istnienie Najwyższej Istoty,
Wokół w doskonałości najczystszej prostoty,
Do tych miejsc naturalnych są trochę podobne,
Małe wiejskie kościółki, jeśli księdza drobne,
Nie jest zbyt gęsto głupim, ni zbyt mądrym zdaniem,
Poprzeładowywane niedzielne kazanie.
My na list trafiliśmy, Jego Ekscelencji,
Dowodzący niechybnie full inteligencji
Tego, który by list ten zrozumieć potrafił,
Lecz na grunt niepodatny, nieszczęśliwie trafił,
Bo lud tam jest prosty, a my nie doktory,
Więc kazania turcznego słuchał tłumek spory.
Ale dość już kalania, toć własnego, gniazda.
Wsiedliśmy w samochody i na północ jazda!
W rzeczywistości chyba nikt z nas przed północą,
Nie powrócił do domu, no bo też i po co,
Skoro się tak wybornie udała wyprawa?!
To ja się kłaniam nisko, od lewa do prawa –
Relacjonował Konus – taka wola Boża.
Zbiórkę brzozową polecam od gór, aż do morza.

Maciej "Konus" Kamiński

 

Co to jest Jakobstaf?
Jakbostaf to kurs podharmistrzowski Mazowieckiej Chorągwi Harcerzy otwarty na kandydatów z całego kraju. W istocie kurs jest ustawicznym programem kształcenia. Składa się z 5 zbiórek o jednorodnej tematyce (idea, metoda, program, organizacja, kształcenie), organizowanych w ciągu roku w warunkach polowych; w górach, na morzu, nad jeziorem, na rzece. Każda zbiórka jest zamkniętą całością. By przejść cały program kursu i stanąć do zadania końcowego wystarczy odbyć komplet zbiórek. Nie trzeba tego jednak dokonać w ciągu jednego roku. Program kursu nastawiony jest na mistrzostwo w obszarze umiejętności realizowania zadań wychowawczych, a w szczególności – rozumienia idei harcerskiej, znajomości i umiejętności stosowania metody wychowawczej, umiejętności konstruowania programów, zasad funkcjonowania organizacji oraz umiejętności organizowania kształcenia. Na kursie praktycznie nie ma zajęć wykładowych. Szkoda na to czasu. Wiedzę merytoryczną zdobywa się z lektur. Zajęcia mają charakter warsztatów i konwersatoriów podczas których trzeba umieć tę wiedzę zastosować w połączeniu z własnym doświadczeniem instruktorskim. W trakcie zajęć dochodzi również do konfrontacji z wiedzą i doświadczeniem innych uczestników kursu w tym kadry, dzięki temu można uzyskać bardzo pogłębiony pogląd na omawiane zagadnienia z jednoczesnym spojrzeniem charakteryzującym się szeroką perspektywą.

Więcej o kursie (tam również automatyczny system zgłoszeniowy)
Kronika kursu i relacje z odbytych zbiórek
Galeria zdjęć
 

ZAPRASZAMY!!!

[fbcomments]


Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej to wspólnota przyjaciół – dzieci, młodzieży i dorosłych, która w oparciu o wartości chrześcijańskie, poprzez przykład własny instruktorek i instruktorów harcerskich, pracę nad sobą, służbę, przygodę oraz inne elementy metody harcerskiej wychowuje człowieka pełnego radości życia, odpowiedzialnego za Polskę i gotowego podjąć wyzwania współczesności. 


ZHR w mediach społecznościowych



Kontakt


Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej
ul. Litewska 11/13, 00-589 Warszawa
tel.: (22) 629-12-39
Napisz do nas

KRS: 0000057720 NIP: 525-15-72-446 REGON: 006218591

VW Bank Direct 52 2130 0004 2001 0189 3635 0001 (stałe konto)


Napisz do nas


Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej realizuje działania finansowane ze środków Narodowego Instytutu Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach Rządowego Programu Wsparcia Rozwoju Organizacji Harcerskich i Skautowych na lata 2018-2030.