Warunki oscylowały wokół idealnych – było słońce, lekka tatrzańska bryza, była walka z samym sobą, był klimat schroniska, rozmowy na szlaku, zapasy w śniegu, „Amazonki”… Jakimś cudem w końcu na naszej drodze wyrosły także poszukiwane termy. Tak wyjazd kadry hufca wspomina hm. Michał Szmaj.

Więcej o samej wyprawie napisał dh Karol Morta:
W piątek 15 marca kadra Ostrzeszowskiego Hufca Harcerzy wyruszyła na coroczną, zimową wyprawą w Tatry. Pojechało nas czternastu – instruktorów i wędrowników. Około godziny 21.00 dotarliśmy do Doliny Chochołowskiej, a do schroniska przybyliśmy około 23.00.



Następnego dnia o poranku wyruszyliśmy w góry. Naszym celem było zdobycie m.in. Grzesia, Rakonia i Wołowca. Niestety, 20 metrów (w pionie) od wierzchołka drugiego ze wspomnianych szczytów zawrócił nas bardzo silny wiatr – niejeden z nas czuł, że stopy odrywają się od ziemi. W tej sytuacji powróciliśmy do schroniska, gdzie spędziliśmy czas grając w planszówki, gawędząc, wspominając i odpoczywając. Gdy na zewnątrz zapadał już zmrok, wybraliśmy się na krótki spacer z dodatkiem szybkiej gry w śniegu. Położyliśmy się spać wcześnie, ponieważ w niedzielę jeszcze przed świtem szlakiem papieskim skierowaliśmy się na Trzydniowiański Wierch.




Pomimo oblodzonego stoku weszliśmy na szczyt i podziwialiśmy panoramę Tatr Zachodnich i Doliny Chochołowskiej. Czekała nas już tylko jedna wędrówka – ze schroniska do parkingu na Siwej Polanie.

Po specjalnie zorganizowanej Mszy harcerskiej w kaplicy w Kirach udaliśmy się do długo wyczekiwanego celu – Chochołowskich Term. Po 2 godzinach odpoczynku w basenach, solankach i beczkach siarkowych utworzyliśmy braterski krąg i ostatecznie pożegnaliśmy Tatry – przyszedł czas, by wrócić do domu. W modlitwie i podczas wędrówki na szlaku pamiętaliśmy o wszystkich, którzy z różnych przyczyn nie pojechali.
Relacja: dh Karol Morta | Zdjęcia: hm. Michał Szmaj




