I stało się! Zawoja, 15 sierpnia, godz. 10:00. Przed kapliczką pojawia się 9 dziewczyn z plecakami. Pierwsze wyglądają niepozornie, lecz kolejne zjawiają się w mundurach. Są z różnych części Polski: Warszawa, Opole, Białystok, Lublin, Wrocław, Szczecin, Kraków, Płock. Co je łączy? Wędrownictwo. I wspólny cel: odbyć i ukończyć Kurs Metodyki Wędrowniczek „Polano”.
„Kiedy w terenie widzimy ewidentne punkty orientacyjne, zawsze łatwo się znaleźć. Tym bardziej, gdy mamy do czynienia z rekordami. Najwyższa góra w okolicy. (Królowa!). U jej stóp najdłuższa wieś. (Aż trzy parafie!) Jakby jeszcze tego było mało… Najwyższa przełęcz w Polsce otwarta dla ruchu samochodowego. (Ależ podjazd!) Niech to służy Wam za wskazówkę.”
I już mamy pierwsze zadanie – każda musi stworzyć bukiet kwiatów, które później zabierzemy na Mszę. Nagle nadjeżdża bus, który zabiera nas gdzieś w nieznane nam miejsce. Z telefonu dowiadujemy się kolejnych wskazówek. Wysiadamy w umówionym miejscu i idziemy dalej pieszo. Już po kilkunastu minutach macha nam na przywitanie z progu leśniczówki nasza komendantka – phm. Małgorzata Wczelik. Za nią wychodzi oboźna, a zarazem kwater mistrzyni – pwd. Dagmara (Daga) Oleksy i instruktorka programowa – pwd. Sonia Kęsy. Wieczorem dojeżdża do nas jeszcze jedna kursantka.
Pierwsze 3 dni spędzamy w leśniczówce „Police” w Zubrzycy Górnej. Zostajemy podzielone na 3 patrole kursowe. Zaczynają też działać służby: organizacyjna, posiłkowa i dyskusyjno-krajoznawcza. Na zajęciach poznajemy się bliżej, zaznajamiamy się z psychologią wieku wędrowniczego, uczymy się pisać charakterystykę drużyny. Nie może też zabraknąć zajęć z ręki metody i paradygmatu wędrowniczego oraz obozownictwa. No i czym jest wyjazd bez ogniobrania – nasze kursowe jest na temat sił naramiennika wędrowniczego. Każdego dnia uczymy się jak poprawnie prowadzić apel i wpajamy sobie zasady prawidłowej musztry. Wieczorami podsumowujemy wszystkie zajęcia, wypisując wnioski i konkrety na przyszłość.
Po 3 dniach pierwsza, długo wyczekiwana przez kursantki wędrówka. Pierwszym naszym celem Królowa Beskidów, czyli Babia Góra. Droga nie jest łatwa, zwłaszcza, gdy towarzyszy nam wyładowany plecak. Ale to nie koniec świata dla wędrowniczek – dzielnie dochodzimy w końcu do celu. W międzyczasie ciąg dalszy zajęć na temat sił naramiennika. Sesja zdjęciowa na Babiej, parę informacji i schodzimy do Zawoi. Po drodze Markowe Szczawiny. Podbicie książeczek GOT, które dostałyśmy w magicznych, polanowych teczkach i idziemy już na bazę.
Kolejne 2 dni spędzamy na terenie skansenu w Zawoi z kursami metodyki harcerek i zuchowej, tworząc zgrupowanie kursów Małopolskiej Szkoły Instruktorek „Siloe”. Temat główny zgrupowania: współpraca między pionami. W tych dniach towarzyszy nam hm. Laura Rabiej – komendantka MSI „Siloe”, która obejmuje też komendanturę nad naszym kursową bandą.
No i czas ruszać w dalszą drogę – jak na wędrowniczki przystało. Bus zabiera nas do Obidowej i stamtąd oboźna prowadzi gdzieś w Gorce. Po dłuższym czasie naszym zmęczonym oczom ukazuje się piękny drewniany dom. To BENE – górski domek Krakowskiego Szczepu Szarej 7. Klimat niesamowity, każda z nas po wejściu do środka od razu zakochuje się w tym miejscu! Przy okazji spotykam tu znajomą drużynę z mojego Północno-Wschodniego środowiska (pozdrowienia dla 7 SDW-ek „Zośka”!). Goście, którzy już na nas czekają, czyli pwd. Hanna Koprowska, hm. Monika Jakubowska i hm. Ania Piera witają nas gorącą herbatką. Kolacja i zabieramy się do dalszego pisania zaliczeń.
Na BENE spędzamy kolejne dni. Zajęcia z naszymi Gośćmi i Sonią bardzo wiele nam dają. Bierzemy nawet udział w bardzo nietypowej Mszy Świętej. Wieczorem kominek dotyczący patronki (miło było usłyszeć jedną z obrzędowych piosenek mojej drużyny, o Majstrze Biedzie).
I nadchodzi czas opuszczenia BENE i ruszać dalej. Wchodzimy na Turbacz, gdzie podbijamy kolejny raz książeczki i ruszamy żółtym szlakiem do Lubomierza. Tam zatrzymujemy się w domu jednej z byłych małopolskich instruktorek. Kolejne ciekawe i przydatne zajęcia. I nadchodzi ostatnie kursowe ognisko, na którym podsumowujemy w oryginalny sposób minione dni. Łezka w oku się kręci, że to już koniec.
Ale takie zakończenie to dla wędrowniczek za mało! Następnego dnia rano budzimy się – i kadry nie ma! Ale jest kartka i sklejone kawałki mapy, które po kolei każda z nas dostawała. Cel: Dolina Kobylańska. No to w drogę! Po paru godzinach jesteśmy – i mamy możliwość wspinania się po ściance wspinaczkowej. Jednej udaje się wejść na samą górę, z czego jesteśmy niezmiernie dumne! Później odwiedzają nas druhowie z Małopolskiej Chorągwi Harcerzy, z którymi dyskutujemy o współpracy z drużynami wędrowników. Wieczorem ognisko z drużynami wędrowniczek, które przyjechały na Zlot Stulecia Harcerstwa, na którym mam zaszczyt pełnić funkcję strażniczki ognia. Jednak przed ogniskiem ostatni apel, na którym dostajemy upragnione patenty ukończenia kursu, a także… mapy gór i kubki termiczne z logiem Polana!
Rano jeszcze wspólne śniadanie z większością kursu (gdyż niektóre wróciły do domów już po ognisku), pożegnanie i ruszamy każda w swoją stronę.
W imieniu wszystkich kursantek chciałabym podziękować Kadrze i wszystkim Prowadzącym zajęcia za cudownie spędzony czas. Wiedza, którą nam przekazałyście na pewno przyda się w naszej dalszej działalności. No i do zobaczenia gdzieś na szlaku!
A tym, które zamierzają wybrać się na Kurs Metodyki Wędrowniczek „Polano” gorąco polecam – naprawdę warto!
pwd. Aneta Wasilewska wędr.
kursantka Kursu Metodyki Wędrowniczek „Polano” 2011
drużynowa 3 Podlaskiej Drużyny Wędrowniczek „Sagarmatha” im. Władka Nadopty
Więcej zdjęć z kursu znajdziesz w galerii [klik]




