Z okazji Stulecia Harcerstwa 123 Warszawska Drużyna Harcerzy im. Zgrupowania AK "Chrobry II" odbyła pełną wrażeń wędrówkę. W ciągu trzech dni odwiedziliśmy dwie stolice europejskie, pokonaliśmy ponad 1400 km po lądzie i wodzie, podziwialiśmy panoramy Pienin i Tatr, by na koniec dotrzeć na Zlot w Łagiewnikach.
Wędrówka rozpoczęła się w niedzielny wieczór na Dworcu Centralnym, skąd całą drużyną wyruszyliśmy nocnym pociągiem do Wiednia. Na miejscu zastępy miały za zadanie samodzielnie dostać się na wzgórze Kahlenberg. Zatem naszą przygodę z austriacką stolicą rozpoczęliśmy od zapoznania się z miejską komunikacją i nawiązywaniu rozmów po niemiecku. Konwersacje obcojęzyczne zakończyły się sukcesem, dzięki czemu wkrótce wszystkie zastępy miały okazję wygodnie rozsiąść się w „łasicach” (nowoczesnych piętrowych pociągach), a następnie podziwiać wiedeńskie przedmieścia, winnice i widoki na całe miasto z autobusu, który wił się na wzgórze po krętych drogach.
Przystanek Kahlenberg powitał nas słońcem, zabytkowym kościołem, który przypomina o wielkim wodzu obrony Wiednia w 1683 roku – Janie III Sobieskim i długo oczekiwanym śniadaniem.
Tutaj także zastępy otrzymały kolejne – tajne – zadanie. Pod przykrywką wycieczki turystycznej rozpoczęliśmy naszą szpiegowską przygodę. Na swojej drodze w różnych miejscach Wiednia spotykaliśmy innych agentów, którzy mogli pamiętać jeszcze złote czasy swojego fachu z okresu zimnej wojny. Nie zawsze łatwo było trafić, gdyż ważna okazała się nie tylko znajomość topografii miasta i języka, ale także szpiegowskie wyczucie na tzw. mącicieli… 😉 Zupełnie przy okazji udało nam się obejrzeć pałac cesarski Hofburg i gotycką katedrę św. Stefana.
Ostatni rozkaz nakazywał, aby zastęp stawił się w trzecim wagonie pociągu regionalnego nr 2230 o godz. 11:57. Zastępy popędziły więc na stację. Sił w nogach było dużo, zatem wszystkim udało się spotkać we wspomnianym wagonie i całą drużyną przeszliśmy do kolejnego punktu programu. Jako że w miejscu, do którego przybyliśmy niezwykle skrupulatnie przestrzega się zasad bezpieczeństwa, a my okazaliśmy się świetnie wyposażonymi w różne przyrządy agentami, odrobinę zablokowaliśmy bramkę i maszynę do prześwietlania bagażu. Po uporaniu się z wszelkimi ostrymi i metalowymi narzędziami i westchnieniu ulgi pani ochroniarz, naszym oczom ukazała się wiedeńska siedziba ONZ w pełnej krasie. Wkrótce przybył do nas przewodnik, który z energią oprowadził nas po rozległych przestrzeniach i opowiedział wiele ciekawostek o działalności ONZ, a w szczególności o Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, która właśnie w Wiedniu ma swoją siedzibę. Udało nam się także dotrzeć do specjalnej sali, gdzie mogliśmy oglądać i słuchać trwających właśnie obrad, których celem było totalne zaprzestanie prób jądrowych na świecie.
Tego dnia mieliśmy jeszcze jedno zadanie – przedostać się do Bratysławy, gdzie czekał na nas nocleg. Podróż odbyliśmy wodolotem, który z werwą mknął, unosząc się na wodzie. Z jego okien mogliśmy kolejny raz podziwiać Wiedeń, a później Bratysławę.
Na przystani wypatrywali nas skauci słowaccy. Po przedstawieniu się rozpoczęliśmy krótki spacer po mieście, po czym zaproszono nas do szkoły, gdzie mogliśmy się rozpakować i przygotować iście skautowską kolację. Niektórzy zużywali nadmiar energii, grając w piłkę halową. Uwieńczeniem pełnego wrażeń dnia było zwiedzanie starego miasta po zmierzchu. Nasi słowaccy bracia poprowadzili nas uliczkami, gdzie tętniło życie kawiarniane, a także pokazali i opowiedzieli o ważniejszych dla historii miejscach. Dostaliśmy od braci skautów prezent, który wzbudził naszą dużą radość. Była to zgrzewka ulubionego słowackiego napoju o nazwie „Kofola” (smaczny!).
Ranek powitał nas kolejnym wyzwaniem. Przygody rozpoczęliśmy od zwiedzania słowackich pociągów. Najpierw pojechaliśmy do Popradu, a następnie do Starej Lubowli. Z pociągów mogliśmy obejrzeć tatrzańskie i pienińskie krajobrazy, błyszczące w słońcu wody Wagu, a także murowane ruiny zamków na szczytach. Niestety w samej Lubowli nie starczyło nam czasu, aby móc odwiedzić tutejszy zamek, którego dzieje są niezwykle ciekawe. Musiała nam zatem wystarczyć krótka gawęda o osobistościach, które gościły w zamkowych komnatach, a byli to m.in. Jan Kazimierz i Jan III Sobieski) oraz o ukryciu w owych murach polskich insygniów królewskich przez Lubomirskich w obliczu zagrożenia ze strony wojsk szwedzkich podczas „potopu”.
Po przerwie obiadowej i pozbyciu się z kieszeni ostatnich euro, przedostaliśmy się ze Spiszu autobusem na polską stronę. Rozpoczął się kolejny etap naszego wędrowania. Do nadejścia zmierzchu mieliśmy rozbić się w bazie namiotowej pod Wysoką. Idąc za słowami piosenki, nasze wędrowanie stało się zarazem niezwykłym harcowaniem, w czasie którego hasło „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” prowadziło nas dalej. Droga na Wysoką nie okazała się bowiem łatwa. Było nam dane zmierzyć się z urwanym szlakiem, szybko zapadającym zmrokiem, atakiem choróbska, stromymi zejściami, zwalonymi drzewami aż w końcu także ze zbliżającą się burzą, której pioruny co chwila rozświetlały nam drogę wśród wystających korzeni. Baza pod Wysoką okazała się prawdziwą nagrodą. Powitała nas uśmiechem jej kierownika i ciepłem ogniska. Zebraliśmy wspólne siły, aby rozbić się i przygotować kolację. Okazaliśmy się szybsi od piorunów. Burza nie przegoniła nas. Nocą było słychać jej bliskie dudnienie. Może odczuła respekt braci śpiącej w namiotach i dlatego ostatecznie przeszła bokiem?
Środowy poranek powitał nas słońcem i beczeniem owiec w oddali, zaś my po zaprawie rozpoczęliśmy zdobywanie tutejszych szlaków. Zeszliśmy na dół wąwozem Homole, po czym wspinaliśmy się w górę doliną Białej Wody, aby ostatecznie przejść się grzbietem Wysokiej. Pogoda i błękit nieba cały dzień pozostawały bez zarzutu. Mijane krajobrazy również nie potrzebowały specjalnej reklamy. Załączamy poniżej tego dowody.
Pełni kilkudniowych wrażeń i spragnieni kolejnych następnego dnia udaliśmy się do Krakowa, gdzie zastępy zameldowały się na zlocie. Niech zgodnie z hasłem zlotu „Przygoda XXI”, czeka nas jeszcze wiele równie ciekawych wędrówek i miejsc na świecie, gdzie staną nasze stopy.
phm. Filip Leonarski HR
opiekun wędrówek




