Druga część kursu wędrowniczego za nami

ZHR10 listopada 201111min
Nieczynna trasa kolejowa, stara sztolnia, trzy zamki, najdłuższy tunel w Polsce – to tylko niektóre z punktów które zaliczyliśmy w trakcie drugiej części kursu instruktorskiego „Polana II”. Nie brakowało na nim zarówno niezwykłych przeżyć, chwil pełnych skupienia, jak i trudnych tras, niekończących się podejść pod górkę i momentów, w których traciliśmy orientację w terenie i nadzieję na dojście do celu.

Nieczynna trasa kolejowa, stara sztolnia, trzy zamki, najdłuższy tunel w Polsce – to tylko niektóre z punktów które zaliczyliśmy w trakcie drugiej części kursu instruktorskiego „Polana II”. Nie brakowało na nim zarówno niezwykłych przeżyć, chwil pełnych skupienia, jak i trudnych tras, niekończących się podejść pod górkę i momentów, w których traciliśmy orientację w terenie i nadzieję na dojście do celu.

Zaczęło się o godzinie 20:30 w Wałbrzychu na Zamkowej Górze, a konkretniej w ruinach zamku „Nowy Dwór”. Było nas siedmiu, wiał zimny, porywisty wiatr i panowała szara, jesienna atmosfera, w dodatku doszły nas słuchy, że dzielnica, w której byliśmy cieszy się szczególnie złą sławą. Już na samym początku doświadczyliśmy niezłej przygody, szukając skrzynki ukrytej w murach zamku. Skrzynka była częścią gry „Geo Caching”, polegającej na odnajdywaniu skrzynek poukrywanych w różnych charakterystycznych miejscach na całym świecie (opencaching.pl). Znalezienie skrzynki, choć było niełatwym zadaniem, dało nam sporo satysfakcji. Potem Zimek, komendant naszego kursu, wprowadził nas w tematykę i rozpoczęła się nasza wędrówka. Muszę przyznać, że wędrowanie w całkowitej ciemności, jedynie z pomocą słabych świateł latarek nie jest rzeczą łatwą. Szczególnie kiedy ma się problemy ze znalezieniem właściwej drogi, pod nogami pojawiają się z nikąd niewidoczne przeszkody i nierówności, a droga idzie w górę i w dół nie dając odpocząć. Tak właśnie wyglądał pierwszy odcinek naszej wyprawy, który zakończył się dopiero około godziny drugiej w nocy, w Parku Krajobrazowym Sudetów Wałbrzyskich. Dopiero wtedy, mogliśmy rozbić namioty i dać odpocząć zmęczonym stopom. Niestety nie uświadczyliśmy porządnej kolacji, gdyż wystąpiły nieprzewidziane problemy logistyczne. Za to następnego dnia syte śniadanie w lokalnym schronisku całkowicie ją zrekompensowało.

Z nowymi siłami wyruszyliśmy w dalszą trasę. Kolejnym jej punktem były ruiny zamku „Rogowiec”, gwoli ścisłości najwyżej położonego zamku w Polsce. Widok jaki się tam roztaczał był wprost niesamowity. Zatrzymaliśmy się na dłużej, gdyż była tu ukryta kolejna skrzynka. Odnalezienie jej kosztowało nas sporo czasu, w zamian mogliśmy poznać miejsce nieco dokładniej. Po niecałej godzinie znów wyruszyliśmy w trasę. Mieliśmy do przejścia spory kawałek – aż do Jedliny, gdzie zaczynał się fragment nieczynnej linii kolejowej, którą mieliśmy zwiedzić. Tutaj też dołączył do nas Kuba ze Szczecina z torbą pełną żarcia, którego wcześniej tak nam brakowało. Z perspektywą solidnego posiłku ruszyliśmy dalej. W sumie przeszliśmy około 5 km trasy kolejowej pełnej starych, poniemieckich wiaduktów, po których aż strach było przechodzić. Odcinek ten pokonaliśmy w naprawdę krótkim czasie, i tym samym znaleźliśmy się na tylko pozornie nieczynnej stacji. Pozornie, ponieważ w niewielkiej szopie tuż obok budynku stacyjnego stała drezyna spalinowa, z dwoma wagonikami. Ponieważ cała okoliczna linia była nieczynna, znalazła się ona we władaniu drezyniarzy, którzy uczynili z niej niezwykłą atrakcję. Właściciel tego całego sprzętu czekał już na nas, i po krótkim czasie wspólnymi siłami wstawiliśmy drezynę na tory. Dzięki silnikowi z malucha, w jaki była wyposażona drezyna przebyliśmy całkiem spory kawałek. Nasze nogi wypoczęły, i już myśleliśmy że wrócimy z powrotem również ciągnięci mocą maszyny, jednak bardzo się przeliczyliśmy. Wagoniki zostały odpięte, a drezyniarz załączył w nich dużą wajchę służącą do napędzania wagoników. Trasę powrotną przebyliśmy więc siłą własnych mięśni, kosztowało to nas na prawdę wiele wysiłku. Po drodze zahaczyliśmy o sztolnię zalanej kopalni srebra. Wejście było bardzo niewielkie, korytarz miał coś około 20-30m, był wąski, niski, ciemny i częściowo zalany wodą. Kilku z nas przemoczyło buty i wyrżnęło głową w sklepienie, jednak wrażenia były niesamowite. Po zaliczeniu wycieczki drezyną i wizyty w sztolni zjedliśmy zasłużony i syty obiad. Byliśmy już solidnie zmęczeni długim marszem i „wajchowaniem” na drezynie (które wymagało naprawdę niesamowitego wysiłku, szczególnie jak trasa szła pod górkę). Po posiłku udaliśmy się do zamku Grodno. Na szczęście nie było to zbyt daleko. Po drodze zaliczyliśmy przeprawę przez strumień. Do zamku dotarliśmy dobre pół godziny po jego zamknięciu, na szczęście trafiliśmy na bardzo miłego dozorcę, który po krótkiej rozmowie z Zimkiem zgodził się oprowadzić nas po zamku. Przy okazji opowiedział nam sporo ciekawostek, których zapewne nie usłyszelibyśmy, gdybyśmy byli zwyczajnymi turystami, którzy przyszliby w godzinach otwarcia. Po zwiedzaniu przyszła pora by udać się na miejsce spoczynku, czyli do jaskini. My też na początku myśleliśmy, że chodzi o taką zwyczajną jaskinię, ale okazało się, że mowa o „Jaskini Lwa” – lokalnym zajeździe z polem biwakowym. Po zjedzeniu krzepiącej kolacji i wypiciu jeszcze bardziej krzepiącej herbaty przyszedł czas na zajęcia na temat wędrówki, oraz metod pracy z w drużynie wędrowniczej. Niektórzy już byli solidnie zmęczeni, i przysypiali, jednak udało nam się dotrwać do momentu, w którym mogliśmy spokojnie rozbić namioty i położyć się spać. Towarzyszyła nam świadomość, że następnego dnia czeka nas pobudka o godzinie 6:00. Ciężko było wstać o tak wczesnej porze, w dodatku było przenikliwie zimno, a namioty pokryła poranna rosa. Szybka rozgrzewka i ruszyliśmy na przystanek autobusowy, na którym zjedliśmy szybkie śniadanie i pojechaliśmy autobusem w okolice kolejnej nieczynnej linii kolejowej, w niedaleko od Wałbrzycha. Tam ruszyliśmy wzdłuż kolejnej, tym razem czynnej linii kolejowej, w stronę najdłuższego w Polsce tunelu kolejowego, o długości ponad 1,5km. W zasadzie były to dwa tunele, przez jeden szły tory, drugi był nieczynny. Oczywiście wybraliśmy ten drugi. Wydawał się krótki, jednak przejścia prze niego trochę nam zajęło, a światełko na końcu tunelu powiększało się dużo wolniej niż wyobrażaliśmy to sobie wcześniej. Kiedy dotarliśmy do końca tunelu, a intensywne światło uniemożliwiło nam na chwilę wydajną obserwację otoczenia, zdaliśmy sobie sprawę, że oto jesteśmy już na przedmieściach Wałbrzycha. Udaliśmy się na dworzec i pociągiem ruszyliśmy do Wrocławia. Na miejscu zjedliśmy szybki posiłek, i udaliśmy się do kościoła na Mszę Świętą. Po niej poszliśmy do parku, gdzie czekał na nas phm. Piotr Szymankiewicz. Na początek dał nam dziwne zadanie – odnaleźć pewną osobę w parku. Dowiedzieliśmy się jedynie, że jest ona kobietą, i że odpowie na zawołanie „różowa świnka”! Jak nietrudno się domyślić, prowadziło to do zabawnych sytuacji. W końcu ją znaleźliśmy, i po wykonaniu tego prostego zadania wróciliśmy z powrotem do druha hufcowego, który poprowadził zajęcia na temat statutu, celów i programu ZHR. Po zajęciach nastąpił już niestety koniec, pożegnaliśmy się, na okolicznym wzgórzu spletliśmy braterski krąg i szybkim krokiem ruszyliśmy na dworzec kolejowy. Każdy z nas był porządnie zmęczony i poobijany, ale szczęśliwy i pełen satysfakcji z przebytej trasy.

Tak zakończył się 2 etap kursu „Polana II”. Mszę przyznać, że nie było łatwo, ale trudy pieszej wędrówki i biwakowania w terenie odcisnęły na nas pozytywne piętno i pomogły nam lepiej zgłębić istotę wędrownic twa. Pokazały, że warto czasami ruszyć tyłek z ciepłego, domowego zacisza by wyruszyć w piękną, a zarazem trudną podróż, dzięki której lepiej poznajemy siebie, odkrywamy swoją wewnętrzną siłę i zdolność do czynienia rzeczy niepospolitych.

Więcej zdjęć zobaczyć mozesz tutaj.

Stanisław Niziński, ćw.

[fbcomments]


Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej to wspólnota przyjaciół – dzieci, młodzieży i dorosłych, która w oparciu o wartości chrześcijańskie, poprzez przykład własny instruktorek i instruktorów harcerskich, pracę nad sobą, służbę, przygodę oraz inne elementy metody harcerskiej wychowuje człowieka pełnego radości życia, odpowiedzialnego za Polskę i gotowego podjąć wyzwania współczesności. 


ZHR w mediach społecznościowych



Kontakt


Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej
ul. Litewska 11/13, 00-589 Warszawa
tel.: (22) 629-12-39
Napisz do nas

KRS: 0000057720 NIP: 525-15-72-446 REGON: 006218591

VW Bank Direct 52 2130 0004 2001 0189 3635 0001 (stałe konto)


Napisz do nas


Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej realizuje działania finansowane ze środków Narodowego Instytutu Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach Rządowego Programu Wsparcia Rozwoju Organizacji Harcerskich i Skautowych na lata 2018-2030.