Podczas spotkania Powstańców Warszawskich z Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej Karolem Nawrockim oraz Prezydentem m.st. Warszawy Rafałem Trzaskowskim, zorganizowanego w Muzeum Powstania Warszawskiego z okazji 82. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, głos zabrała Przewodnicząca ZHR hm. Anna Malinowska. Publikujemy pełną treść wystąpienia.
30 lipca w Parku Wolności przy Muzeum Powstania Warszawskiego odbyło się spotkanie Powstańców Warszawskich z Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej Karolem Nawrockim oraz Prezydentem m.st. Warszawy Rafałem Trzaskowskim. W uroczystości uczestniczyli Powstańcy Warszawscy, ich rodziny, przedstawiciele władz państwowych i samorządowych, Wojska Polskiego, organizacji społecznych oraz środowisk harcerskich.
W imieniu Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej głos zabrała Przewodnicząca ZHR hm. Anna Malinowska. W swoim wystąpieniu odwołała się do wartości odpowiedzialności, solidarności, zaufania i służby, ukazując ich znaczenie zarówno w harcerskim wychowaniu, jak i w świadectwie Powstańców Warszawskich.

Zobacz wystąpienie Przewodniczącej ZHR
Przeczytaj wystąpienie Przewodniczącej ZHR
Szanowni i Drodzy Powstańcy Warszawscy,
Drogie Rodziny Powstańców,
Szanowny Panie Prezydencie Rzeczypospolitej Polskiej,
Szanowny Panie Prezydencie Miasta Stołecznego Warszawy,
Szanowny Panie Dyrektorze,
Szanowni Goście,
Druhny i Druhowie!
Są zadania i przedsięwzięcia, których nie da się wykonać w pojedynkę. Potrzeba do nich kilkuosobowego zastępu, a czasem nawet całej drużyny. Może się wtedy wydawać, że wkład pojedynczej osoby nie jest aż tak istotny. Można ulec pokusie, by pomyśleć, że skoro tyle rąk wykonuje tę pracę, brak właśnie moich, nie zaważy na ostatecznym wyniku.
Doświadczenie wielu z nas pokazuje jednak, że to myślenie jest złudne, a brak tej jednej pary rąk ma zaskakująco duży wpływ. Ktoś dostrzeże, że nie jestem zaangażowana, więc jego zapał także osłabnie. Ktoś inny uzna, że skoro nie wszystkim zależy, zrobi tylko tyle, ile trzeba i ani kawałka więcej. A ktoś po prostu przestanie wierzyć w sens całego zadania.
Każda zastępowa i każdy zastępowy wiedzą, że aby zrobić coś naprawdę dobrze, potrzeba wkładu i zaangażowania wszystkich. Również tych, którzy mają najmniej siły i doświadczenia.
Ale w zastępie i drużynie wszyscy bardzo dobrze się znamy, często przyjaźnimy. Dlatego w każdym zadaniu, oprócz przekonania o jego sensie, ważna okazuje się solidarność. Czasem wystarczy, że tylko jedna osoba jest przekonana, że coś po prostu trzeba zrobić, a pozostali właśnie z tej szczególnej harcerskiej solidarności i przyjaźni, gotowi są wziąć na siebie część tego ciężaru. To wzajemne zaufanie sprawia, że podejmując się zadania w imieniu zastępu wiem, że nie będę sama.
Są jednak zadania będące udziałem wielu ludzi, a czasem całego społeczeństwa i wszystkich instytucji państwa. Niemożliwe jest wtedy, aby wszystkich łączyła przyjaźń, bo przecież w ogromnej większości nawet się nie znają. Jak więc zbudować solidarność, która sprawi, że wszyscy będą gotowi do wspólnej pracy, a czasem nawet heroicznego wysiłku i poświęcenia?
Wspominając rozmowy z uczestnikami Powstania Warszawskiego, z harcerkami i harcerzami, którzy w Powstaniu pełnili służbę, wiele razy odczułam, że ich wolę i gotowość podtrzymywało zaufanie. Zaufanie, że we wszystkich innych miejscach, na wszystkich innych odcinkach – od pierwszej linii barykad po kuchnie polowe i szpitale – wszyscy z takim samym oddaniem wykonują swoją część pracy. Że oni nie mogą zawieść w sytuacji, kiedy nikt nie może ich zastąpić, bo w tym samym czasie wykonuje inne zadanie.
Ale przecież to nie było zaufanie, na które ci wszyscy, często nieznani sobie nawet z imienia ludzie, wcześniej w jakiś sposób zapracowali. To było zaufanie będące odbiciem ich własnej postawy. Zaufanie, że inni postąpią podobnie jak ja, odpowiedzialnie. Że ich zadania będą wykonane z takim samym oddaniem, z jakim ja wykonuję swoje. To zaufanie we własną gotowość do służby i własną odpowiedzialność za powierzoną część wielkiego zadania.
Rozmawiając o Powstaniu Warszawskim często dochodzimy do pytania, czy my sami sprostalibyśmy tamtej próbie. Czy bylibyśmy gotowi do takiej służby w obliczu nierównej walki, okrucieństwa, dramatu ludności cywilnej i śmierci przyjaciół?
Wiele razy o tym myślałam i jestem przekonana, że nie sposób uczciwie odpowiedzieć na takie pytanie. Patrząc na Powstańców widzę dzielność i ofiarność, które przekraczają granice mojej wyobraźni. Jednak zadawanie sobie pytania o własną postawę wobec historycznych wyzwań, podobnie jak przemierzanie miasta śladami Powstańców, spotkania na Powązkach i Woli, czy chwila ciszy przy rozsianych po Warszawie miejscach pamięci, budują szczególną więź. Więź, która łączy nas z tamtymi czasami i gronem Powstańców – dziś, tu i teraz.
I choć nasza codzienność wygląda zupełnie inaczej, a współczesność stawia przed Polską i jej obywatelami inne wyzwania i zadania, ta więź pozwala zadać sobie również inne, być może bardziej trafne, a przy tym nie mniej trudne pytanie. Spójrzmy w twarze Powstańców i nie pytajmy, co my zrobilibyśmy wtedy na ich miejscu. Zapytajmy raczej, co Oni zrobiliby dziś na naszym.
Stanisław Broniewski „Orsza” na jednej z odpraw swojej komendy w czasie okupacji powiedział, że „zasługi nie rodzą przywilejów, ale obowiązki.” Możemy powtórzyć za nim, że przechowanie pamięci o Powstańcach Warszawskich to szczególny przywilej ale też zobowiązanie. Zobowiązanie, aby nasze dziś było wypełnione pożyteczną pracą, otwartością na potrzebujących, służbą bliźnim, miłością, pomnażaniem talentów, szukaniem przyjaciół i radością.
Dla nas, harcerek i harcerzy, jest to również codzienne przypomnienie, że do chwili próby nie dorasta się w jednym wyjątkowym momencie. Dorasta się do niej każdego dnia – w małych decyzjach, odpowiedzialności za innych i wiernej służbie.
Niech to też będzie nasz hołd i nasza pamięć.
By dobrze wykorzystać czas, którego Oni…nie otrzymali.
Czuwaj!







