W dniu 12 maja 2010 roku kurs ukończył Bartosz Narzelski – Rzela.
Ukończenie kursu Jakobstaf zawsze ma szczególną i nietypową oprawę. Tym razem odbyło się w formie porannego joggingu w warszawskich Łazienkach. Kandydat przemierzał Park Łazienkowski w mapą w ręku napotykając na trasie kolejno instruktorów kadry kursu, którzy przyłączali się do biegu. Ci zadawali pytania, na które kandydat musiał odpowiedzieć biegnąc. Gdy uznano odpowiedź za zakończoną przekazywano totem kursu kolejnemu instruktorowi by mógł zadać swoje pytanie. Stopniowo więc rosła liczba biegaczy, a rozmowa stawała się coraz bardziej ożywiona i ciekawa. Zwieńczeniem biegu był Jokobstafowy rytuał pod pomnikiem hm. Aleksandra Kamińskiego, krótka gawęda o przymiotach instruktora oraz decyzja o przekazaniu pałeczki Jakobstaf w sztafecie mistrzów. Bartosz otrzymał też odznakę absolwencką nr 11.
Porą, w której skaut musi być najbardziej czynny jest wczesny poranek.
Bi-Pi
Rytm JJ-ing'u (Jakobstaf-Jogging) zakłóciło pojawienie się z dawna oczekiwanego gościa.
Gościu ledwie przytruchtał do "Łazienek" zaraz po 6.00 rano i od razu zaczęły się problemy…
– 10 minut trwało wyjaśnianie Psiny czym różnią się Łazienki od Ogrodu Botanicznego.
– Karol pobiegł dalej – czym zmylił Orła, który pobiegł za nim.
– Orzeł zauważył przytomnie, że Gościu jest bez regulaminowej koszulki – co zresztą utrwala jego tradycję przychodzenia na zbiórki bez munduru.
– Glizda biegał w kółko bo się doczekać na chłopaków nie mógł (wiadomo – maratończyk:-).
– Marabut zapytał w jakim charakterze Gościu tu przybył skoro jest podharcmistrzem, bo w sumie jak już się nie raz przekonaliśmy, pewne fakty wyprzedzają inne fakty.
– Szwejk stwierdził, że i tak jest "za" chociaż znowu się z Gościem nie zgodził.
– A Cherry zasiał na koniec trochę wątpliwości stwierdzeniem, że właściwie to on TEGO Gościa na żadnej zbiórce nie widział.
Po czym wszyscy obecni zgodzili się co do tego, że phm. Bartosz "Rzela" Narzelski jest gotów do podjęcia pałeczki "Jakobstaf" i miała miejsce skromna uroczystość jej wręczenia, w bardzo szczególnym miejscu.
Dla jasności wyjaśniam, że zwykły J-ing odbywa się oczywiście bez Laski Jakuba.
Miejsce nie zostało wybrane przypadkowo – „Rzela” tak jak „Kamyk” również jest zuchmistrzem.




