Jakobstaf pomaga powodzianom

ZHR16 czerwca 201016min
Ostatni weekend maja, nam, kursantom oraz kadrze Jakobsa przyszło spędzić na zbiórce bukowej, poświęconej organizacji. Kierowani potrzebą chwili, zrezygnowaliśmy z  pokonywania morskich fal naszego Bałtyku by udać się do zalanego powodzią Tarnobrzegu. Jakoś nieswojo czulibyśmy na żaglach wiedząc iż tysiące ludzi oczekuje pomocy.

Ostatni weekend maja, nam, kursantom oraz kadrze Jakobsa przyszło spędzić na zbiórce bukowej, poświęconej organizacji. Kierowani potrzebą chwili, zrezygnowaliśmy z  pokonywania morskich fal naszego Bałtyku by udać się do zalanego powodzią Tarnobrzegu. Jakoś nieswojo czulibyśmy na żaglach wiedząc iż tysiące ludzi oczekuje pomocy.

Temat naszej zbiórki miał się okazać nad wyraz trafny w stosunku do zaistniałych sytuacji. Zacznijmy jednak od początku. Tak, jak wcześniej ustalono, zebraliśmy się na dworcu centralnym gdzie od razu, okazało się, że coś jest nie tak. Kilku z nas dało ciała i zapomniało zabrać ze sobą wysoko wyspecjalizowanego sprzętu ochronno bojowego jakim są kalosze. Wychodząc naprzeciw problemowi, udaliśmy się do jednego ze sklepów by uzupełnić zapasy i sprzęt. Jak się miało okazać, nie była to taka oczywista sprawa, gdy przyszło do wyboru koloru owych kaloszy. Doszło do starcia dwóch opcji: "pod kolor oczu" przeciwko "pod kolor skarpetek". Jako, że skarpetki zmienia się częściej (przynajmniej z założenia) niż inwestuje w chociażby nowe soczewki kontaktowe, zwyciężyła opcja nr 1. Pokonawszy pierwsze problemy, wsiedliśmy do samochodów podzieleni na dwie grupy zajęciowe by w drodze nie tracąc czasu przerobić część zagadnień związanych z tematyką bukową. W trakcie jazdy doszło do pierwszego spięcia na linii gps kontra mapa + kompas, gdzie pierwszą opcję reprezentował Marabut a druga Szwejk. W wielkim skrócie. GPS był dobra godzinę przed mapą. Tryumf ekipy Marabuta skutecznie ostudził fakt, że całe jedzenie, łącznie z plecakami kursantów było załadowane do drugiego samochodu. Ta godzina minęła nam na utęsknionym wyczekiwaniu prowiantu i reszty ekipy oraz rozeznaniu terenu. Ulokowani zostaliśmy w Tarnobrzeskim Ośrodku Rekreacji i Sportu, gdzie obok nas spali także ratownicy i strażacy z całej Polski oraz Ukrainy. Wyczekiwany czas kolacji w końcu nadszedł, po którym szybko udaliśmy się spać, by nabrać sił przed dniem pełnym pracy.

Obudziwszy przekonani, że mamy dobre 40 minut na śniadanie oraz stawienie się na punkcie gdzie rozdzielano zadania, leniwie wychodziliśmy ze swoich śpiworów. Nasze ruchy przyspieszyła pewna pani, która oświadczyła nam, że czeka już na nas transport wojskowy z jedzeniem do rozładowania. Bez śniadania, ale nastawieni bojowo, zeszliśmy przed gmach ośrodka, gdzie czekały już na nas worki z ryżem oraz kartony pełne konserw wszelakiej maści.

Dołączyło do nas kilka osób z miejscowego wolontariatu oraz tarnobrzeskiego środowiska harcerskiego. Praca szła sprawnie, do momentu, gdy pan kapitan, odpowiadający za transport raczył nam oświadczyć, że to co właśnie wyładowaliśmy, powinno znajdować się w całkiem innym miejscu. Wymieniając kilka uwag na temat organizacji (wszak doświadczenie cenniejsze jest niż teoria) zabraliśmy się do ponownego przerzucania kartonów, tym razem w drugą stronę.

Po tym małym wysiłku, który skutecznie zastąpił nam rozgrzewkę zasiedliśmy do śniadania, kiedy to odwiedził nas hm. Mariusz Bezdzietny (który zaręczał, że dzieci to on jednak ma, ba, nawet dwóch synów), koordynator wolontariatu w Tarnobrzegu. Wyjaśnił nam pokrótce sytuację i ustalił gdzie się udamy. Posileni zebraliśmy swoje robocze ciuchy i udaliśmy się do jednej z dzielnic Tarnobrzega – Wielowsi.

To, czym karmią nas media, ma się nijak do rzeczywistości która tam zastaliśmy. Postawy ludzi pokrzywdzonych, tak różne – od rozpaczy przez kompletną obojętność silnie na nas oddziaływały. Podzieleni na grupy, ruszyliśmy pod konkretne adresy, które przygotowały dzień wcześniej dla nas harcerki z lokalnego środowiska. Razem ze Szwejkiem, Gekonem oraz dwiema wolontariuszkami udaliśmy się do domu, w którym woda sięgała 1,5 metra pierwszej kondygnacji budynku i stała tam 7 dni. Właścicielom budynku pomagało już kilka osób z rodziny, jednak pracy było na tyle dużo, że postanowiliśmy ofiarować im naszą pomoc. Nasza praca skupiała się przede wszystkim na zrywaniu podłogi, która spuchnięta od nasiąknięcia wodą zniekształciła się na całej powierzchni. Wynosiliśmy zgniłe meble, wyrzucaliśmy skażoną przez wodę żywność oraz porządkowaliśmy obejście domu. Praca, która zajęła nam dobre kilka godzin, była zaledwie ułamkiem tego, co jeszcze było do zrobienia.

Stwierdziwszy, że czekają nas bardziej potrzebujące rodziny (choć w wymiarze tej tragedii, naprawdę ciężko było to oceniać), udaliśmy się pod kolejne adresy, pod którymi sytuacja była raz lepsza, raz gorsza ale zawsze trudna. Ostatnim miejscem, które odwiedziliśmy i który zrobił na mnie osobiście największe wrażenie był dom starszej pani wychowującej niepełnosprawną córkę. Choć woda, nie wyrządziła takich zniszczeń, jak w poprzednich domach, to i tak, na całej kondygnacji parteru podłoga była do wymiany. Chcąc jak najlepiej wykorzystać pozostały nam czas, szybko zabraliśmy się do pracy. Niebawem, dołączyła do nas reszta ekipy, która skończyła prace w swoich przydziałach. Praca od tego momentu choć szła sprawniej, i tak była długa i wyczerpująca.

Z serdecznymi podziękowaniami odjechaliśmy pod jeden z Tarnobrzeskich hoteli, który został przekształcony na czas powodzi w schronienie dla ludzi pozbawionych swoich domów. Od stóp do głów byliśmy cali w błocie zeschniętym na naszej skórze i ubraniach. Umyliśmy ręce w miejscowych umywalkach na tyle, by choć zachować pozory jakiejkolwiek higieny. W tym czasie przywitał nas stary wyga, dh. Adam Baran, były komendant Małopolskiej Chorągwi Harcerzy ZHR. Po posiłku, udaliśmy się razem do naszej bazy, gdzie w końcu mogliśmy wziąć prysznic i chwile odpocząć. Jako, że część z nas pokaleczyła sobie nieznacznie dłonie i przedramiona za radą dh. Adama udaliśmy się zaszczepić przeciwko tężcowi. Pierwszym problemem, było znalezienie punktu, w którym, takie zabiegi są wykonywane. Klucząc po Tarnobrzegu w końcu, za radą pań z sanepidu udaliśmy się do szpitala, gdzie kazano nam czekać. Czas ten skwapliwie wykorzystaliśmy na drzemanie i odpoczynek. Z obiecanych 15 minut oczekiwania rozciągnęło się to do pełnej godziny, po czym pani doktor oświadczyła nam, że osoby, która nie ukończyły 26 roku życia nie potrzebują jednak takich szczepień. Pokrzepieni kolejną dawką przykładnej organizacji, udaliśmy się z powrotem do naszej bazy, gdzie reszta Jakobsów oczekiwała na nas z zajęciami.

Dokończyliśmy zatem temat struktury w międzyczasie posilając się zakupioną pizzą. I tak mijał nam czas na kolejnych zajęciach by po kolacji udać się na spacer ulicami Tarnobrzega kiedy to, nie kto inny jak dh. Baran (nota bene historyk) opowiadał nam ciekawe historie z życia miasta i okolic. Ostatecznie trafiliśmy do hotelu, który był zarazem sztabem wolontariatu. Mieliśmy okazje wysłuchać i osobiście zobaczyć doskonała organizację służby, jaką podjęli tarnobrzescy harcerze. Lecz zaraz dostaliśmy sygnał, że czeka na nas  kolejny transport do rozładowania, toteż czym prędzej udaliśmy się w umówione miejsce, by tym razem przerzucać nie co innego, jak wojskowe pałatki.

Po wykonaniu zadania, udaliśmy się na świeczkowisko, by podsumować mijający dzień. Nie trwało ono jednak długo, gdyż każdy czuł brzemię całego dnia i czym prędzej chcieliśmy udać się spać. Jako, że poprzedniego dnia tubalne chrapanie naszych dwóch harcmistrzów skutecznie utrudniało zaśnięcie wielu z nas, tej nocy dali nam fory, w postaci 10 min ekstra na zapadnięcie w sen, zanim sami złożą się do snu. Jak wielka jest mądrość harcmistrzowska! Aczkolwiek, tej nocy i bombardowanie za oknem nie przeszkodziło by nam zasnąć. Nazajutrz plan był taki – kto wyrazi wole może przed godzina 8 pójść do kościoła. Z założenia wszyscy postanowili udać się na mszę, nawet kosztem tej dodatkowej godziny snu. Jednak w tym założeniu był jeden szkopuł. Czy ktoś, kto śpi i nie zbudził go budzik chce iść do kościoła, czy może dłużej pospać? Wówczas, gdy ja spałem, a do mszy pozostało kilka minut nad moim łóżkiem ścierały się dwie opcje – "może chce się wyspać?" przeciwko "jak mamy go zapytać o zdanie nie budząc, a nuż zechce uczestniczyć we mszy świętej? Ostatecznie wygrała opcja numer 2, która i tak postawiła mnie w patowej sytuacji, gdyż do mszy pozostało 5 min, więc siła rzeczy nie wyrobiłbym się w czasie ale też nie dane mi było dłużej pospać, ponieważ w takim przypadku zaszczycono mnie zadaniem zrobieniem śniadania. Dalsza część dnia mijała rutynowo, jak to na kursie. Zajęcia, dyskusja i tak na przemian. W międzyczasie wpadł do nas hm. Bezdzietny wraz z dwoma swoimi synami, trochę jakby chcąc udowodnić mylność swojego nazwiska, aczkolwiek, każdy z nas przecież wierzył mu na słowo;-).

Zbliżała się godzina 14, zebraliśmy swoje rzeczy, posprzątaliśmy sale która nas gościła i udaliśmy się na ostatni posiłek w Tarnobrzegu, do znanego już nam hotelu. Posileni czym prędzej załadowaliśmy się do samochodu, by ruszyć w drogę powrotną. Nie dane nam było jednak odsypiać kursu w samochodach. Przeprowadzone zostały dwie kolejne dyskusje, tym razem na temat wodzostwa oraz wizytacji. W międzyczasie, z powodu kolejnego objazdu gps Marabuta miał nie lada orzech do zgryzienia. Tym razem jednak, należało uznać wyższość niezawodnej mapy oraz kompasu. Do tego czasu jednak, dzięki nawigacji satelitarnej, dane nam było jeździć po drogach, gdzie uświadczyć można było więcej dziur, niż nawierzchni. Ostatecznie jakoś dotarliśmy do Warszawy, by na jednej ze stacji benzynowych wykrzyknąć znamienne Jakobstaf! by ruszyć każdy w swoją stronę.

Tak więc zakończyła się kolejna zbiórka, dość nietypowa w całym programie, aczkolwiek stawiająca wiele wyzwań i dając możliwość pełnienia niesamowicie potrzebnej służby. Spojrzeliśmy też na swoją organizację z innego punktu widzenia, takiego, jaki winien być widziany, przez każdego instruktora – z perspektywy drużynowego.

pwd. Przemek Rolka

Co to jest Jakobstaf?
Jakbostaf to kurs podharmistrzowski Mazowieckiej Chorągwi Harcerzy otwarty na kandydatów z całego kraju. W istocie kurs jest ustawicznym programem kształcenia. Składa się z 5 zbiórek o jednorodnej tematyce (idea, metoda, program, organizacja, kształcenie), organizowanych w ciągu roku w warunkach polowych; w górach, na morzu, nad jeziorem, na rzece. Każda zbiórka jest zamkniętą całością. By przejść cały program kursu i stanąć do zadania końcowego wystarczy odbyć komplet zbiórek. Nie trzeba tego jednak dokonać w ciągu jednego roku. Program kursu nastawiony jest na mistrzostwo w obszarze umiejętności realizowania zadań wychowawczych, a w szczególności – rozumienia idei harcerskiej, znajomości i umiejętności stosowania metody wychowawczej, umiejętności konstruowania programów, zasad funkcjonowania organizacji oraz umiejętności organizowania kształcenia. Na kursie praktycznie nie ma zajęć wykładowych. Szkoda na to czasu. Wiedzę merytoryczną zdobywa się z lektur. Zajęcia mają charakter warsztatów i konwersatoriów podczas których trzeba umieć tę wiedzę zastosować w połączeniu z własnym doświadczeniem instruktorskim. W trakcie zajęć dochodzi również do konfrontacji z wiedzą i doświadczeniem innych uczestników kursu w tym kadry, dzięki temu można uzyskać bardzo pogłębiony pogląd na omawiane zagadnienia z jednoczesnym spojrzeniem charakteryzującym się szeroką perspektywą.

Więcej o kursie (tam również automatyczny system zgłoszeniowy)
Kronika kursu i relacje z odbytych zbiórek
Galeria zdjęć

ZAPRASZAMY!!!

[fbcomments]


Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej to wspólnota przyjaciół – dzieci, młodzieży i dorosłych, która w oparciu o wartości chrześcijańskie, poprzez przykład własny instruktorek i instruktorów harcerskich, pracę nad sobą, służbę, przygodę oraz inne elementy metody harcerskiej wychowuje człowieka pełnego radości życia, odpowiedzialnego za Polskę i gotowego podjąć wyzwania współczesności. 


ZHR w mediach społecznościowych



Kontakt


Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej
ul. Litewska 11/13, 00-589 Warszawa
tel.: (22) 629-12-39
Napisz do nas

KRS: 0000057720 NIP: 525-15-72-446 REGON: 006218591

VW Bank Direct 52 2130 0004 2001 0189 3635 0001 (stałe konto)


Napisz do nas


Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej realizuje działania finansowane ze środków Narodowego Instytutu Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach Rządowego Programu Wsparcia Rozwoju Organizacji Harcerskich i Skautowych na lata 2018-2030.