Historia zaczyna się w piątkowe popołudnie na podwarszawskim lotnisku. Z pozoru zwykła grupa tworzy wielkie pakunki i przyszykowuje się na podróż do miejsca owianego tajemnicą. Co ich spotka w Covaledzie? Z jakimi wyzwaniami będą musieli się zmierzyć? Informacje, które otrzymali przedtem były niepełne.
Pierwszy dzień to czysta aklimatyzacja. Rozbicie namiotów, rozmowa z kadrą zlotu, zwiedzanie innych podobozów i nawiązywanie międzynarodowych kontaktów. Przystosowywanie się do obowiązujących godzin – 8:15 śniadanie, 14:45 obiad, 21:30 kolacja. By wypełnić czasową pustkę popołudnie spędziliśmy w okolicznym miasteczku – Covaledzie. Rozpoczęcie zlotu było coraz bliżej.
W niedzielne południe skauci z całej Europy – Belgowie, Włosi, Holendrzy, Polacy, Litwini, Niemcy, Brytyjczycy – zgromadzili się na olbrzymim placu, by wspólnie wziąć udział w otwarciu programu zlotowego. Gotowi na różnego rodzaju wyzwania resztę dnia musieliśmy spędzić w izolacji. Dla wędrowników nie było nic. No cóż. Przynajmniej niektórzy z Nas zwiedzili pobliski basen, a i czasu starczyło by wykończyć totem – drewnianego Geralta z Rivii jadącego na Płotce.
W podobozach innych krajów też było co podziwiać. Za dnia prym wiodła gigantyczna namiotowa konstrukcja u niemieckich skautów, wręcz namiotowe miasto, a nocą z ciemności wybijal sie świecacy na wiele kolorów obrotowy wiatrak w podobozie Holandii. A żeby było ekologicznie i zgodne z duchem skautingu zasilany był na baterie słoneczne”.

Przez resztę tygodnia poznaliśmy Hiszpanię od każdej strony.
Wędrowaliśmy po okolicznych górach, które zachwycały od pierwszego kroku postawionego na szlaku. Zwiedziliśmy okoliczne miasta – Soria i Numancia – dzięki którym bliżej poznaliśmy i historie region, w którym przebywaliśmy. A jako, że byliśmy niemal z Sybiru to nie zabrakło czasu na wycieczkę po cieplejsze odzienie. Co jak co, ale nigdy dotąd z takimi amplitudami nie walczyliśmy.
Braliśmy udział w wielu zajęciach przybliżających lokalną kulturę. Nie obca nam jest hiszpańska fiesta, kuchnia pełna owoców morza. Wiemy jak przyrządzić paelle od podstaw ?
I choć czasem faktycznie odnosiliśmy wrażenie, że program nie jest stworzony tak, by w pełni zapełnić Nam czas to w ogólnym rozrachunku i ten problem – a może właśnie okazja ? – nie okazał Nam się straszny. Justyna Aarts podzieliła się z Nami wiedzą nt. skautingu europejskiego na przykładzie organizacji wchodzących w skład CES, spotykaliśmy się z harcerzami z Sahary Zachodniej wymieniając doświadczenia i dzieląc się informacjami, organizowaliśmy zajęcia ruchowe dla siebie i znajomych wędrowników. Wzbudzaliśmy zainteresowanie ucząc wszystkich Poloneza.

Każdy z Nas – 21 uczestników – wyniósł z tego zlotu coś dla siebie. I choć niektórzy z Nas tuż przed zakończeniem wyruszyli w dalszą drogą nikt nie żałuje, że spędził sierpniowy tydzień pod Covaledą. Nowych przyjaźni, doświadczeń nikt nam nie zabierze.
phm. Tomasz Mileszyk
zdjęcia: Mikołaj Rzepiński, Alicja Krześniak,
Joanna Kaśka, Aleksandra Wituszyńska




