Ten rok wystawia obwód opolski ZHRu na ciągłą próbę – próbę gotowości do pełnienia służby. Ledwo zdążyliśmy ochłonąć po katastrofie prezydenckiego samolotu i służby wynikającej z żałoby narodowej, a rzeczywistość znów wskazuje na konieczność wypełniania w praktyce pierwszego punktu prawa harcerskiego.
Powódź. Ta w 1997 r. była naprawdę wielką wyrwą w świadomości każdego Opolanina. Chyba właśnie dlatego, nie trzeba było zbytnio namawiać harcerek i harcerzy do pełnej gotowości.
Gdy tylko okazało się, że Opolszczyzna może ucierpieć, zanim wyszedł stosowny rozkaz komendanta chorągwi, nieliczna grupa włączyła się w obronę domów w Zawadzkiem. Do późnych godzin nocnych, w deszczu, brodząc niejednokrotnie po kolana w wodzie pełniliśmy służbę w miejscowości, z którą z pewnością sympatyzujemy. Tutaj przecież mieszkają nasi harcerscy przyjaciele.
Następnego dnia również mieliśmy pełne ręce roboty. Tego dnia byliśmy w Groszowicach, na Metalchemie, w Czarnowąsach i Dobrzeniu Małym.
W czwartek, okazało się, że siły jakie zostały poświęcone na obronę wału w Czarnowąsach, na niewiele się zdały. Czarnowąsy w ¾ zalane. Mimo to, tego dnia harcerze pomagają w usuwaniu skutków powodzi. W Groszowicach woda podchodzi pod kolejne domy. Pomagamy w przenoszeniu dobytku na wyższe piętra domów, ustawiamy worki z piaskiem wzdłuż drogi.
W tym czasie nasi harcerze pełnia służbę również w Grotowicach i na Półwsi. Pod koniec dnia wszystkie siły przerzucamy do Borek, gdzie trwa dramatyczna walka o obronę wału. Harcerze pospołem z mieszkańcami, strażakami i zaprzyjaźnionym patrolem ratowników PCK układają worki z piaskiem na wale. Woda w tym czasie podchodziła niemal w oczach. W tym dramatycznym momencie jest jednak pewien pozytywny aspekt. Po jakimś czasie chmury gdzieś się rozmyły i zachód słońca nad malowniczo rozlaną Odrą cieszył oko. To był ciężki dzień, skończyliśmy przed północą.
Piątek i sobota to ponownie służba na Metalchemie i w Czarnowąsach. Borki obronione, ale puszcza wał z drugiej strony rozlewiska w Starych Siołkowicach. Tam praca pełną parą. Kolejne patrole w drodze, brakuje rąk do pracy. W pewnym momencie wał zaczął puszczać i zarządzono ewakuację. Na posterunku pozostali jedynie żołnierze i strażacy. Udało się jednak zatamować przeciek. Skoro nie możemy tam pomóc wracamy na Metalchem.
Sobotę spędziliśmy na układaniu worków z piaskiem w Karłowicach i dowożąc żywność dla pracujących w gminie Popielów.
Teraz odpoczywamy, regenerujemy siły i czekamy aż woda opadnie. To nie koniec naszej służby. Zdajemy sobie bowiem sprawę, że czeka nas jeszcze ogromny wysiłek przy usuwaniu skutków powodzi. To może okazać się jeszcze bardziej wyczerpującym zadaniem.
opr. Michał Wesołowski, Krzysztof Drynda
foto: Maciej Dyktyński




